Papież Benedykt XVI o Muzyce
Wstęp
Współczesna psychologia rozwojowa uświadamia nam coraz wyraźniej, że rozwój zdolności muzycznych dziecka, a zwłaszcza rozwój wrażliwości na piękno muzyki dokonuje się od najmłodszych lat, łącznie z okresem prenatalnym.
Śledząc w dostępnej literaturze przedmiotu wzmianki o dziecięcych latach Ojca św. Benedykta XVI dochodzimy do wniosku, że rozwój jego wrażliwości na piękno w muzyce jest modelowy.
Ojciec papieża Benedykta XVI był uzdolniony muzycznie, śpiewał w chórze kościelnym i uczył się grać na cytrze. Matka, kobieta piękna, pełna temperamentu i ciepła, choć pracowała w domu, miała ogromną fantazję i zmysł praktyczny;
z niczego potrafiła wyczarować cuda. [1]
„Przez całe jego dzieciństwo rozbrzmiewała w domu muzyka, zwłaszcza dzieła Mozarta. Wszelkie muzyczne talenty Josepha zostały całkowicie przyćmione przez uzdolnienia jego brata Georga, któremu zapowiadano karierę wybitnego muzyka. Joseph napisał później, że „Mozart dogłębnie przeniknął nasze dusze”; że jego muzyka zawiera „całą tragedię ludzkiej egzystencji.”[2]
Kiedy ojciec przeszedł na emeryturę, miał więcej czasu dla najmłodszego syna. Zorganizował mu ścisły plan dnia. Po szkole i obiedzie Joseph chwilę odpoczywał, potem odrabiał lekcje. Udzielał korepetycji i ćwiczył na pianinie. Kiedy chciał ćwiczyć Georg, Joseph ustępował mu miejsca.
Joseph bardzo lubił malować i pisał wiersze, głównie o przyrodzie.[3]
Jako chłopiec, szczególnie lubił chodzić w śnieżne i zimne dni na roraty. W niedziele i święta uczestniczył w nieszporach i procesjach z Najświętszym Sakramentem. W każdy wtorek odprawiana była bardzo uroczysta msza święta śpiewana. Tak oto mały Joseph poznawał i chłonął piękno Kościoła i liturgii.[4]
W książce Moje życie tak opisuje swoje przeżywanie liturgii w okresie dziecięcym:
„Czas zyskiwał dzięki rokowi kościelnemu swój rytm, a ja, właśnie już jako dziecko odbierałem to z dużą wdzięcznością i radością. W okresie Adwentu wczesną porą, w ciemnym, oświetlonym tylko przez świece kościele miały miejsce Msze święte roratnie. Radość oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia nadawała tym ponurym dniom szczególny wymiar. Każdego roku o kilka figurek rozrastał się nasz żłóbek, a szczególnie cieszyło przynoszenie razem z ojcem z lasu mchu, jałowca i gałęzi choinek. W czasie Wielkiego Postu, w czwartki, na pamiątkę modlitwy na Górze Oliwnej, odprawiane było nabożeństwo, którego powaga i przesłanie głęboko zapadły w moją duszę. Szczególnie przejmująca była wieczorna rezurekcja w Wielką Sobotę. W okresie Wielkiego Tygodnia okna kościoła przysłaniały czarne zasłony i utrzymywały całe pomieszczenie również w ciągu dnia w tajemniczej ciemności. Podczas śpiewanych przez proboszcza słów „Chrystus zmartwychwstał”, zasłony nagle opadały w dół i promienne światło rozświetlało wnętrze kościoła. Było to najbardziej przejmujące przedstawienie Zmartwychwstania Pana, jakie pamiętam. Ruch liturgiczny, który wtedy osiągnął swój punkt kulminacyjny, pozostawił ślad również w naszej wsi. Proboszcz zaczął organizować dla młodzieży szkolnej msze grupowe, podczas których liturgia była czytana z „Schotta” i wspólnie odpowiadano modlitwą.”[5]
A ożyciu seminaryjnym takie zostawił świadectwo:
„Studia uskrzydlane były, jak już powiedziałem, przez wspólny głód poznania. Otrzymywały jednak również swój prawdziwy ludzki wymiar, dzięki atmosferze rodzinnej wspólnoty, która panowała w seminarium, mimo różnic wieku i pochodzenia. Przyczyniła się do tego osobowość naszego rektora Michaela Höcka, który pięć lat spędził w obozie koncentracyjnym w Dachau. Dzięki swojej uczciwości i serdeczności wkrótce zyskał przydomek „ojca”. W seminarium sporo muzykowano,
a przy uroczystych okazjach odgrywano sztuki teatralne. Najpiękniejsze jednak wspomnienia pozostają przede wszystkim po dużych liturgicznych świętach celebrowanych w katedrze, jak również po cichych modlitwach w seminaryjnej kaplicy.”[6]
W publikacji U progu pontyfikatu wyznaje już jako papież, że na bezludną wyspę zabrałby Biblię i Wyznania św. Augustyna, dzieła Dostojewskiego i Hermana Hesse oraz muzykę Mozarta. Główne tematy jego zainteresowań to Kościół i liturgia.[7]
W dzień św. Augustyna 1999 ukończył bardzo ważną dla naszego tematu książkę Duch liturgii. We wstępie do niej uzasadnia, dlaczego Sobór Watykański II, rozpoczął swoje prace od odnowy liturgii, a pierwsza konstytucja tegoż Soboru to Konstytucja o Świętej Liturgii. Celem reformy była wewnętrzna odnowa, oparta na pogłębionej świadomości i pełniejszym spotkaniu z Bogiem w kulcie chrześcijańskim. Konstytucja jest przede wszystkim tekstem teologicznym, opartym na Piśmie świętym i tradycji Ojców Kościoła. Polemizując ze zwolennikami zachowania tylko rubryk, wyjaśnia obrazowo, że rubryki (od słowa ruber - czerwony) to w Mszale rozporządzenia dotyczące przebiegu ceremonii. Joseph Ratzinger radzi czytać „nigryki” (niger - czarny), czyli starać się o zrozumienie tekstów liturgicznych i znaków. Przejście od rubryk do nigryk to zadanie reformy Soboru Watykańskiego II. Przejście od tylko zewnętrznego porządku do właściwego sprawowania liturgii, która sięga nieba. Ten kosmiczny wymiar będzie się wielokrotnie powtarzał
w wypowiedziach przyszłego papieża.[8]
„Liturgia nie jest wydarzeniem socjologicznym, ale zakłada rozwarte niebo i tylko jeżeli takie jest, liturgia w ogóle istnieje. Jeżeli niebo nie jest otwarte, to, co było liturgią karleje do funkcji widowiska z rozdzielonymi rolami, staje się ostatecznie błahym poszukiwaniem wspólnotowego samopotwierdzenia, w którym w gruncie rzeczy nic się nie dzieje. Rzeczą zasadniczą jest więc prymat chrystologii. Liturgia jest Dziełem Bożym, albo w ogóle jej nie ma.”[9]
To bardzo jasna definicja liturgii. Muzyka jest ważną częścią liturgii. Nie można mówić o liturgii i równocześnie zapominać o muzyce liturgicznej.
„Tam, gdzie liturgia podupada, podupada również musica sacra, a gdzie liturgia jest właściwie rozumiana i gdzie wierni nią żyją, rozkwita także dobra muzyka kościelna.”[10]
Wielkość i godność liturgii opiera się na sprawowanej tajemnicy, a nie na doskonałości znaków. Ten eschatologiczny i kosmiczny wymiar liturgii był także bardzo wyrazisty w nauczaniu Jana Pawła II, a Benedykt XVI rozwija go w swoich dziełach.
W encyklice Ecclesia de Eucharistia Jan Paweł II pisze:
“Nawet wtedy bowiem, gdy Eucharystia jest celebrowana na małym ołtarzu wiejskiego kościoła, jest ona wciąż poniekąd sprawowana “na ołtarzu świata”. Jednoczy niebo z ziemią. Zawiera w sobie i przenika całe stworzenie. Syn Boży stał się człowiekiem, aby w najwyższym akcie uwielbienia przywrócić całe stworzenie Temu, który je uczynił z niczego. I w ten sposób On – Najwyższy i Wieczny Kapłan - wchodząc do odwiecznego sanktuarium przez swoją krew przelaną na Krzyżu, zwraca Stwórcy i Ojcu całe odkupione stworzenie. Czyni to przez posługę kapłańską Kościoła, na chwałę Najświętszej Trójcy. Doprawdy jest to misterium fidei, dokonujące się
w Eucharystii: świat, który wyszedł z rąk Boga Stwórcy, wraca do Niego odkupiony przez Chrystusa.”[11]
W pierwszym rozdziale tejże encykliki, Jan Paweł II kontynuuje podjętą myśl i mówi:
„Gdy sprawujemy Ofiarę Baranka, uczestniczymy w liturgii niebiańskiej i jednoczymy się
z niezliczonym tłumem, który woła: Zbawienie w Bogu naszym, zasiadającym na tronie i w Baranku (Ap 7,10). Zaiste Eucharystia jest bramą nieba, która otwiera się na ziemi. Jest promieniem chwały niebieskiego Jeruzalem, który przenika cienie naszej historii i rzuca światło na drogi naszego życia.”[12]
Poprzednik Benedykta XVI przypomina, że liturgia eucharystyczna nie jest nigdy własnością prywatną kogokolwiek, ani celebransa, ani wspólnoty – jest Ofiarą Kościoła, jest Ofiarą Chrystusa. Benedykt XVI omawiając kosmiczny wymiar liturgii, przypomina, że w Katechizmie Kościoła Katolickiego słowo „śpiewać” pojawia się, gdzie Katechizm cytuje soborową Konstytucję o Świętej Liturgii i gdzie jest mowa
o liturgii niebiańskiej.
„Liturgia ziemska daje niejako przedsmak uczestnictwa w liturgii niebiańskiej, odprawianej w mieście świętym Jeruzalem, do którego pielgrzymujemy ... ze wszystkimi zastępami duchów niebieskich wyśpiewujemy Panu hymn chwały.”[13]
Powołując się na Philippa Harnoncourta przypomina, że o czym nie można mówić, to można, a nawet trzeba wyrażać śpiewem i muzyką. Żydzi i chrześcijanie są zgodni, co do tego, że śpiew i muzyka wskazują na niebo, albo też przychodzą z nieba, lub są zasłyszane z nieba.[14]
Autor Ducha liturgii powołując się na świadectwo Pliniusza Młodszego, pisarza rzymskiego, przypomina, że zasadniczym elementem liturgii chrześcijańskiej na początku II w. było uwielbienie śpiewem Bóstwa Chrystusa.[15]
W rozdziale III tegoż dzieła podejmuje próbę zdefiniowania liturgii Kościoła Katolickiego.
1. Liturgia kościoła nie jest schrystianizowaną formą liturgii synagogi.
2. Główną cechą liturgii chrześcijańskiej jest jej uniwersalizm.
„Jest to kult otwartego nieba. Nie jest on tylko wydarzeniem w życiu wspólnoty, która gromadzi się w konkretnym miejscu. Eucharystia oznacza raczej wejście w obejmującą niebo i ziemię jawność oddawania czci Bogu, zapoczątkowaną wraz z Krzyżem i Zmartwychwstaniem. Liturgia chrześcijańska nie jest nigdy działaniem określonej grupy, określonego środowiska lub określonego kościoła lokalnego. Zbliżanie się ludzkości do Chrystusa wiąże się ze zbliżaniem się Chrystusa do ludzi. Chrystus chce zjednoczyć ludzkość i doprowadzić do tego, że będzie istniał jeden kościół, jedno zgromadzenie boże wszystkich ludzi. Zatem wymiar horyzontalny i wertykalny, jedność Boga
i jedność ludzkości, wspólnota wszystkich oddających cześć w Duchu i prawdzie, są ze sobą ściśle związane.”[16]
3. Jest to służba Boża odpowiadająca Logosowi. Papież cytuje Pawłowe określenie Logike latreia. Wyszczególnia Logos stworzenia, Logos w człowieku
i prawdziwy Logos, który stał się ciałem – Syn Boży. W liturgii Logosu, Wiecznego Słowa – słowo – ludzki głos odgrywa zasadniczą rolę.[17]
4. Liturgia chrześcijańska jest liturgią spełnionej obietnicy i liturgią nadziei.
„Liturgia chrześcijańska jest liturgią w drodze, liturgią pielgrzymowania w stroną przemienienia świata, które nastąpi wówczas, gdy Bóg będzie wszystkim we wszystkich.”[18]
Słowo „śpiew”, „pieśń” występuje w Starym Testamencie 309 razy i 36
w Nowym Testamencie, co według Papieża świadczy o wielkim znaczeniu muzyki w Biblii. Gdzie człowiek spotyka Boga, tam samo słowo już nie wystarcza, potrzebna jest muzyka. W muzyce liturgicznej opartej na objawieniu dominuje słowo, bo muzyka jest wyższą formą przepowiadania. Tym słowem, którym posługuje się muzyka liturgiczna są teksty biblijne i liturgiczne. Tworzenie ciągle nowych tekstów uważa Papież za rzecz niestosowną.
Muzyka wyrasta z miłości, która jest odpowiedzią na miłość Boga wcielonego
w Chrystusie. Stąd, jak naucza Papież, mamy prymat śpiewu nad muzyką instrumentalną, również liturgii potrzebną.[19]
Pełne ukazanie miłości, jako odpowiedzi na miłość Boga, Benedykt XVI ukazuje w swojej pierwszej encyklice Deus caritas est.
„Chrześcijanin wie, że Bóg jest miłością i staje się obecny właśnie wtedy, gdy nie robi się nic innego ponad to, że się kocha. On wie, że lekceważenie miłości jest lekceważeniem Boga i człowieka, jest pokusą, by nie zważać na Boga.”[20]
Śpiew miłości jest trudny. Ojciec święty przypomina zapewnienie św. Pawła, że sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami (Rz 8,26). W tym miejscu Benedykt XVI dokonuje rozróżnienia muzyki dionizyjskiej, która wciągała człowieka w odurzenie zmysłów i ducha czyniła niewolnikiem zmysłów i prawdziwej muzyki liturgicznej, której kryterium jest Logos.[21]
Rozważając historię „muzyki świętej” Starego Testamentu wskazuje na teologiczną podstawę śpiewu liturgicznego. Psałterz, choć nie posiada notacji, daje nam wyobrażenie o bogactwie instrumentów i różnorodności sposobów śpiewu
w Izraelu, w którym to śpiewie znajduje odbicie wielość doświadczeń człowieka: smutek, lęk, nadzieja, zaufanie, wdzięczność i radość. To Duch święty inspirował Dawida do śpiewu i modlitwy. Podsumowaniem tych rozważań o śpiewie w Biblii jest ważne stwierdzenie:
„To właśnie Duch święty naucza śpiewu najpierw Dawida, a potem przez niego Izrael
i Kościół. Śpiew, będący przekroczeniem zwykłej mowy, jako taki jest rzeczywiście wydarzeniem pneumatycznym. Muzyka kościelna powstaje jako charyzmat, jako dar Ducha. Jest ona prawdziwą glosolalią, nowym pochodzącym od Ducha językiem. W niej dokonuje się owo upojenie nie winem, lecz wiarą. Jest to upojenie, gdyż wszystkie możliwości czystej racjonalności zostały przekroczone.”[22]
Związek śpiewu i miłości pojawia się szczególnie wyraziście w księdze Pieśni nad pieśniami.
Podmiot liturgii
„Podmiotem liturgii nie jest ani sam kapłan, ani sama gmina, lecz jest nim cały Chrystus – głowa i członki. Kapłan, gmina, poszczególne jednostki są nim o tyle, o ile są zjednoczeni
z Chrystusem.”[23]
Zgromadzenie wiernych czerpie swą jedność z Ducha świętego, a nie z faktu, że tworzy zwartą grupę w sensie socjologicznym. W pierwszej encyklice Benedykt XVI ujmuje tę prawdę następująco:
„Jeżeli świat starożytny uważał, że w istocie prawdziwym pokarmem człowieka, tym, czym on jako człowiek żyje – jest Logos, Odwieczna Mądrość, teraz ów Logos stał się prawdziwie pokarmem – jako Miłość. Eucharystia włącza nas w akt ofiarniczy Jezusa. Nie tylko otrzymujemy,
w sposób statyczny, Logos wcielony, ale zostajemy włączeni w dynamikę jego ofiary.”[24]
Mówiąc o podmiocie liturgii trzeba pokazać polemiczną ocenę Benedykta XVI tzw. czynnego uczestnictwa, które jest niczym innym, jak zewnętrznym aktywizmem. Wysokie formy sztuki w liturgii nie mogą być realizowane przez całe zgromadzenie. Powołując się na zdanie Hornoncourta papież mówi, że chóru nie można przeciwstawiać zgromadzeniu w tym sensie, że jest ono przysłuchującą się publicznością. Chór jest częścią zgromadzenia i śpiewa za nie w sensie uprawnionego zastępstwa. Pojęcie zastępstwa jest w ogóle jedną z podstawowych kategorii wiary chrześcijańskiej. Koncepcja zastępstwa rozwiązuje problem konkurencji. Chór działa w imieniu pozostałych członków zgromadzenia i włącza ich w swoje działania. Poprzez jego śpiew, wszyscy mogą zostać wprowadzeni w wielką liturgię obcowania świętych.[25]
Żaden puryzm wspólnego śpiewu nie może wyłączyć chóru z udziału w liturgii. Podział funkcji jest w liturgii istotny. Wykładnia Pisma Świętego w ścisłym sensie przysługuje biskupowi, prezbiterowi i diakonowi. Następnie mamy odpowiedź, w której zgromadzona gmina otrzymuje i przyjmuje Słowo. Owa struktura Słowa i słowa danego w odpowiedzi jest czymś zasadniczym dla liturgii. Mowa Boga
i przyjmujące słuchanie Oblubienicy – Kościoła, przynależą do siebie. Od pierwszych wieków aklamacja miała w liturgii zasadnicze znaczenie.[26]
Nowa pieśń dla Pana omawia szczegółowo problem grupy w liturgii. Liturgia grupy żyje własną autonomią, nie jest kosmiczna, nie ma historii, nie zna Tajemnicy. Obce są jej rozwój i uczestnictwo, jak i posłuszeństwo. W miejsce tego wszystkiego wchodzi kreatywność, która potwierdza autonomię wyemancypowanej jednostki.
„Grupa celebruje sama siebie i właśnie przez to nie celebruje zgoła niczego. Dlatego powszechna aktywność staje się nudą.”[27]
Papież przypomina za R. Guardinim, że w liturgii nie chodzi o to, aby coś czynić, ale aby być. Idea, według której powszechna aktywność stanowi centralną wartość liturgii, jest najbardziej radykalnym przeciwieństwem liturgicznej koncepcji Guardiniego.[28]
Przyznanie grupie pierwszeństwa przed Kościołem jest podstawowym błędem, a jego przyczyną jest przesadne akcentowanie wolności i kontestacja instytucjonalności Kościoła.[29]
Sylwetka artysty
Estetyzm, który wyklucza służebną funkcję sztuki nie da się pogodzić z przekazem biblijnym, pisze Benedykt XVI. Odrzucenie wszelkich kryteriów rodzi nihilistyczne parodie sztuki. Artystę powinno skłaniać do twórczości jego serce, powinien on być biegły w swoim rzemiośle i powinien słyszeć to, na co wskazuje sam Pan.[30]
„Kult ma związek z kulturą – w tym właśnie miejscu jest to nader widoczne. Kultura bez kultu traci swoją duszę, kult bez kultury zapoznaje własną godność.”[31]
W swoich rozważaniach Służyć prawdzie papież niejako podsumowuje zasady obowiązujące twórców muzyki liturgicznej.
„Możemy zatem powiedzieć, że muzyka kościelna o aspiracjach artystycznych nie jest sprzeczna z istotą liturgii chrześcijańskiej, lecz że jest nieodzowną formą wyrazu wiary w ogarniający cały świat majestat Jezusa Chrystusa. Zadaniem liturgii Kościoła jest odkryć i wyśpiewać wspaniałość Boga ukrytą w Kosmosie”[32]
Swoboda twórczości artystycznej, włączenie motywów świeckich do liturgii, jest świadectwem, że muzyka nie rodzi się tu wyłącznie z modlitwy, lecz w imię praktykowanej autonomii opuszcza obszar liturgii, staje się celem samym w sobie
i otwiera się na inne sposoby przeżywania i odczuwania. W konsekwencji liturgia oddala się od swej istoty.[33]
Były w historii – pisze papież – okresy zdumiewającej jedności świeckiego muzykowania i muzyki sakralnej.
„Niezależnie od tego, czy słuchamy w kościele Bacha, czy Mozarta, w obydwu przypadkach w cudowny sposób odczuwamy, czym jest gloria Dei, Boża chwała. Uczestniczymy w misterium nieskończonego piękna, które pozwala nam doświadczyć obecności Boga o wiele bardziej naocznie i prawdziwie, niż mogłoby się to wydarzyć, po wysłuchaniu wielu kazań.”[34]
Zagrożeniem dla tak tworzonej muzyki jest ludzka próżność w ocenie własnych umiejętności, wirtuozeria jako cel i brak postawy służebnej wobec Tajemnicy Stwórcy. Biblijne określenie, aby śpiewać Panu cum arte mówi o tym, że spotkanie z Bogiem stanowi wezwanie do najwyższych zdolności człowieka, bo wielkości Boga odpowiada człowiek tylko wtedy, gdy w miarę swoich możliwości wkłada również w swoją odpowiedź całą godność piękna i wzniosłość rzeczywistej sztuki.[35]
Biblijne wezwanie ósmego wersetu psalmu 47 w różnych przekładach brzmi następująco:
- grajcie w sposób pełen natchnienia,
- śpiewajcie pieśń pełną artyzmu,
- grajcie Bogu, jak tylko potraficie najpiękniej.
- Psallite sapienter – abyście to samo rozumieli i aby to samo było zrozumiałe. Śpiewajcie z ducha i dla ducha, śpiewajcie w sposób godny ducha i zgodny z duchem, zdyscyplinowanie i czysto. Śpiew psalmów powinien mieć coś z istoty mądrości.[36]
Dobra i zła muzyka
Benedykt XVI rozróżnia conajmniej 4 rodzaje muzyki:
1. Muzyka najwyższej perfekcji artystycznej
2. Muzyka ludowa
3. Muzyka pop
4. Prawdziwa muzyka liturgiczna.
Kościół nie może podporządkować się współczesnej kulturze, która utraciwszy religijną podstawę, żyje w stanie samozwątpienia. Sztuka na bezdrożach nie potrafi odpowiedzieć na pytanie o jej własne quo vadis. Jest bezużyteczna, przyjmując zasadę, że sztuką jest to, co nie spełnia żadnej funkcji, lecz tylko tak sobie istnieje. Muzyka uległa rozszczepieniu na dwa światy, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Muzyka mas z etykietą pop – prezentuje siebie, jako muzykę popularną, muzykę ludu. Ale jest to muzyka produkowana metodą przemysłową, jest towarem ocenianym według wartości handlowej.
Z drugiej strony mamy konstruowaną według racjonalnych zasad artystystowską muzykę o maksymalnych wymaganiach technicznych, która nie jest w stanie przekroczyć wąskiego, elitarnego kręgu słuchaczy. Ta muzyka zamknęła się we własnym elitarnym gettcie, którego bramy przekraczają tylko specjaliści.[37]
Muzyka pop jest zasadniczo różna od muzyki ludowej, w której papież dostrzega ogromne pokłady prawdy i dobra. Lud, do którego odwołuje się muzyka pop jest społeczeństwem masowym.
„Natomiast muzyka ludowa w pierwotnym sensie jest muzycznym wyrazem wspólnoty zespolonej więzią języka, historii i sposobu życia, która swoje doświadczenia – doświadczenie Boga, doświadczenie miłości i cierpienia, narodzin i śmierci, a także współistnienia z przyrodą – przetwarza i kształtuje poprzez śpiew.”[38]
Natomiast w Duchu liturgii, o pobożności ludowej pisze papież:
„Pobożność ludowa to żyzna ziemia, bez której liturgia nie może wzrastać. Niestety była ona często lekceważona, a nawet deprecjonowana przez część Ruchu Liturgicznego, a także w trakcie reformy posoborowej. Miast tego należy ją miłować, oczyszczać tam, gdzie trzeba i kierować nią, zawsze jednak przyjmować z wielkim szacunkiem, jako wyraz przywiązania do wiary, przywiązania obecnego w sercu narodów, nawet wówczas, gdy pobożność ta wydaje się obca lub niezrozumiała. Jest ona niewątpliwym, wewnętrznym zakorzenieniem wiary; tam, gdzie usycha, tam z łatwością dochodzi do głosu racjonalizm i sekciarstwo.”[39]
Społeczeństwo masowe jest zupełnie czymś innym, niż wspólnota, która tworzyła muzykę ludową w dawnym, autentycznym znaczeniu. Masa nie zna doświadczeń bezpośrednich. Kultura masowa nastawiona jest na ilość, na produkcję i na sukces. Jest kulturą tego, co daje się mierzyć i sprzedawać. W tę kulturę wpisuje się muzyka pop. Papież cytuje w tym miejscu Calviana M. Johanssona, który mówi o tej muzyce, że jest uosobieniem kiczu. Cechą podstawową muzyki pop jest standaryzacja. Teoretycy tej formy uczą jak pisać piosenki, które dają się sprzedać. Muzykę popularną produkuje się po to, aby zarobić pieniądze. Papież Ratzinger pisze:
„Dlatego Paul Hindemit określił stałą obecność tego rodzaju hałasu, który trudno już nazwać muzyką, jako pranie mózgu; Johansson dodaje, że odbiera nam ona stopniowo zdolność słuchania, słyszenia; stajemy się pod względem muzycznym nieprzytomni.”[40]
Czepianie się przez księży wehikułu kultury masowej nie jest sukcesem duszpasterskim, ale czyni duszpasterzy współodpowiedzialnymi za ubezwłasnowolnienie człowieka, które jest dziełem tej kultury. Wszędzie tam, gdzie wyrzucono piękno z liturgii, gdzie ceni się tylko rzeczy użyteczne, coraz bardziej widać przerażające zubożenie. Kościół ograniczając się do grania muzyki modnej i popularnej popada w nieudolność i staje się nieprzydatny. Kościół nie może zadowolić się codzienną strawą użytkową, powinien rozbudzać głos Wszechświata.[41]
„Banalizacja wiary nie jest żadną nową inkulturacją, lecz zaprzeczeniem jej kultury
i prostytucją uprawianą z antykulturą.”[42]
W niejednej religii pogańskiej muzyka służy odurzeniu, ekstazie, wyzwoleniu
z wszelkich ograniczeń, obłędowi, szaleństwu.
„Zeświecczony nawrót do tego typu przeżywamy dzisiaj w muzyce rockowej i pop, której festiwale są idącym w tym samym kierunku antykultem – rządzą niszczenia, zniesieniem barier codzienności i iluzją wyzwolenia od własnego ja w dzikiej ekstazie hałasu i masy. Chodzi tu o formy wyzwolenia, które są pokrewne działaniu środków odurzających i z gruntu przeciwne chrześcijańskiej wierze w zbawienie. Tak więc, jest rzeczą zrozumiałą, że w obszarze tym szerzą się dzisiaj coraz bardziej kulty satanistyczne i satanistyczna muzyka, na których niebezpieczną moc – zamierzoną dezintegrację i rozbicie osobowości – nie zwraca się dostatecznej uwagi.”[43]
Cytując św. Cypriana przypomina papież, że „bezwstyd wyraża się ordynarnym krzykiem.”[44]
Prawdziwa muzyka liturgiczna prowadzi do Logosu, to znaczy do twórczego rozumu, na którym opiera się sens wszystkich rzeczy. Stąd bierze się absolutna trzeźwość liturgii i jej charakter słowny. Muzyka nie może być spektaklem urządzonym przy okazji liturgii, ale musi stać się samą liturgią, to znaczy włączeniem się w chór aniołów i świętych. Muzyka stwarza aurę uwielbienia Boga i wprowadza nas w „trzeźwe upojenie wiarą”.[45]
„Ze swej istoty muzyka liturgiczna musi być inna, niż muzyka, która ma wprowadzać w rytmiczną ekstazę, w narkotyczne odurzenie, w zmysłowe podniecenie, w rozpłynięcie się ludzkiego „ja” w nirwanie [...] Muzyka liturgiczna powinna tu i teraz, w tym czasie i w tym miejscu wprowadzać ludzi modlących się w obcowanie z Chrystusem. Powinna być im dostępna, ale jednocześnie prowadzić ich dalej w kierunku, jaki sama liturgia formułuje, w sposób niezrównanie zwięzły: Sursum corda. [...] Muzyka podnosi na wyżyny Boga, na te wyżyny, które są Bogiem i które w Chrystusie dotykają ziemi, przyciągają ją do siebie i wznoszą ku sobie.”[46]
Zwięzłe podsumowanie rozróżnienia dobrej i złej muzyki publikuje Benedykt XVI w książce Służyć prawdzie.
„Celem muzyki pogańskiej jest częstokroć wywołanie ekstazy zmysłów, poprzez rytm i melodię. W takim przesunięciu akcentów w kierunku zmysłowości, jakie powraca we współczesnej muzyce rytmicznej, Bogu Zbawcy ludzi przyznaje się zupełnie inne miejsce, niż w wierze chrześcijańskiej. Taka muzyka może się stać pokusą kierującą człowieka ku fałszywym celom. Muzyka mająca być środkiem uwielbienia Boga, potrzebuje oczyszczenia. Dopiero wtedy sama może oczyszczać i podnosić ducha słuchaczy. Oto właściwe uduchowienie muzyki walczono w całej historii Kościoła. Dlatego Sobór Watykański II roztropnie postąpił, określając tylko ogólne kryteria, stwierdzając, że muzyka kościelna powinna odpowiadać duchowi czynności liturgicznych, nadawać się do świętych obrzędów, odpowiadać godności domu Bożego oraz sprzyjać rzeczywiście zbudowaniu wiernych.”[47]
O muzyce w Adhortacji Sacramentum Caritatis
Benedykt XVI w posynodalnej adhortacji apostolskiej, podpisanej 22 lutego 2007 roku, omówione zasady zastosowania muzyki w liturgii, jeszcze bardziej pogłębia i zaleca ich wykonanie. Jan Paweł II łączył piękno i dobro, powołując się na Platona i jego określenie kalokagathia (piękno-dobroć). Obecny papież naucza, że prawda objawienia ma wewnętrzny związek z pięknem i że piękno jest blaskiem prawdy – veritatis splendor.
Odnoszenie się do atrybutu piękna nie jest jedynie estetyzmem, ale jest sposobem docierania do nas prawdy o Miłości Boga w Chrystusie, poprzez piękno. Prawdziwym pięknem jest Miłość Boga, która definitywnie objawiła się w tajemnicy paschalnej. Jezus Chrystus jest „najpiękniejszym z synów ludzkich”. Piękno liturgii jest częścią tajemnicy paschalnej, najwyższym wyrazem chwały Bożej i stanowi
w pewnym sensie otwarcie się nieba ku ziemi.[48]
„Piękno nie jest więc jedynie czynnikiem dekoracyjnym liturgii; ono jest jej elementem konstytutywnym, gdyż jest atrybutem samego Boga i jego objawienia.[...] Wewnętrzne piękno liturgii ma, jako swój właściwy podmiot, Chrystusa zmartwychwstałego i uwielbionego w Duchu Świętym,
w którym mieści się Kościół wraz ze swym działaniem.”[49]
Ars celebrandi w liturgii powinni tworzyć wszyscy uczestnicy zgromadzenia, ale każdy we własnym wymiarze.
„Rzeczywiście pierwszym warunkiem, który sprzyja uczestnictwo Ludu Bożego w świętym obrzędzie jest odpowiednia jego celebracja. Ars celebrandi jest najlepszym warunkiem actuosa participatio. Ars celebrandi wypływa z wiernego posłuszeństwa wobec norm liturgicznych w całej ich spójności, ponieważ to ten sam, od dwóch tysięcy lat, sposób celebrowania zapewnia życie wiary wszystkim wierzącym, którzy są powołani do przeżywania celebracji jako Lud Boży, królewskie kapłaństwo, naród święty. [...] Dlatego biskup winien zabiegać o to, aby prezbiterzy, diakoni i wierni świeccy zdobywali coraz pełniejsze zrozumienie głębokiego sensu obrzędów i tekstów liturgicznych i dzięki temu byli prowadzeni do czynnego i owocnego udziału w sprawowaniu Eucharystii. W szczególności wzywam, by uczyniono wszystko, co należy, by celebracje liturgiczne sprawowane przez biskupa w kościele katedralnym odbywały się z pełnym uszanowaniem ars celebrandi, tak, by mogły być uznane za wzór dla wszystkich kościołów rozsianych na terytorium diecezji. [...] Śpiew, jako element liturgiczny winien być włączony we właściwą formę celebracji. W konsekwencji wszystko – tekst śpiewu, melodia i wykonanie – powinno odpowiadać znaczeniu celebrowanej tajemnicy, poszczególnym częściom obrzędu oraz okresowi liturgicznemu. W końcu biorąc pod uwagę różne kierunki i różne, godne pochwały tradycje, pragnę przypomnieć, o co prosili Ojcowie synodalni, by odpowiednio doceniono śpiew gregoriański, jako właściwy dla liturgii rzymskiej.”[50]
Wydaje się bardzo istotnym podkreślenie elementów składowych śpiewu liturgicznego: tekst śpiewu, melodia i wykonanie. W świetle tego rozróżnienia klarowna staje się zasada, że najbardziej właściwy dla liturgii rzymskiej jest śpiew gregoriański, w którym tekst jest biblijny, melodię ułożyli mistycy średniowiecza,
a płynny pozostaje tylko poziom wykonania.
Bardzo istotna jest prośba papieża Benedykta XVI:
„Proszę zatem, aby przyszłych kapłanów już w seminarium przygotowywano do rozumienia i celebrowania Mszy świętej po łacinie, a także do posługiwania się tekstami łacińskimi, i do wykonywania śpiewu gregoriańskiego. Nie należy też zaniedbać możliwości, by sami wierni zostali wychowani tak, aby znali najbardziej powszechne modlitwy po łacinie i śpiewali niektóre części liturgii na sposób gregoriański.”[51]
Bardzo słuszne jest stwierdzenie Ojca świętego, zdradzające wielką znajomość realiów, że najlepszą katechezą o liturgii, jest sama liturgia dobrze sprawowana.[52]
Kosmiczny wymiar liturgii
Człowiek reprezentuje przed Bogiem całe stworzenie; głębię morza, ciężar ziemi i wysokość nieba.
„Prawdziwą liturgię poznaje się po tym, że jest ona kosmiczna, a nie przeznaczona tylko dla jakiejś grupy. Śpiewa z aniołami; milczy z oczekującą głębią wszechświata. I tak właśnie zbawia ziemię. [..] Liturgia dlatego właśnie jest piękna, że nie jesteśmy sami jej aktorami, lecz że wkraczamy w coś większego od siebie, co nas ogarnia i przyjmuje na własność. [...] Wszelka liturgia jest liturgią kosmiczną, wyjściem z naszych mizernych grupek w wielką wspólnotę, obejmującą niebo i ziemię. To właśnie nadaje jej rozległość, szeroki oddech. To właśnie z każdej liturgii czyni świętą. To sprawia, że nasze milczenie jest czymś bogatym, a zarazem każe nam poszukiwać owego twórczego posłuszeństwa, które pozwala nam włączyć swoje głosy w chór wieczności.”[53]
„Kosmiczna interpretacja muzyki w różnych swych odmianach pozostała żywotna, aż do początku czasów nowożytnych. Odstąpił od niej dopiero wiek XIX, gdyż metafizyka wydała mu się rzeczą przestarzałą. [...] Sztuka jest przede wszystkim darem. Natchnienia nie można postanowić, trzeba je przyjąć – za darmo. Dokonująca się w wierze odnowa sztuki nie może nastąpić ani dzięki pieniądzom, ani przez powołanie jakiejś komisji. Sztuka taka zakłada wszystkim dar nowego spojrzenia. Warto zatem dołożyć wszelkich wysiłków, aby ponownie dotrzeć do wiary widzącej. Tam, gdzie ona zaistnieje, tam i sztuka znajdzie swój właściwy wyraz.”[54]
Wolność sztuki, która musi istnieć także w obszarze sztuki sakralnej nie jest równoznaczna z dowolnością.[55]
Owa pusta wolność jest znużona sama sobą. Pokorne poddanie się temu, co nas poprzedza, ustanawia rzeczywistą wolność i prowadzi nas ku prawdziwym wyżynom ludzkiego powołania.[56]
Refleksje końcowe
Dziennikarze charakteryzując muzyczne zainteresowania Benedykta XVI, widzieli główny problem w tym, że koncertowy fortepian nie dał się wnieść do watykańskich apartamentów, bo klatka schodowa była za wąska, a okno za małe. Ja chciałem zwrócić uwagę na głęboką teologię muzyki liturgicznej, którą przekazuje nam obecny papież, osobiście przeżywający piękno w muzyce. Umiał w muzyce Mozarta odczytać „całą tragedię ludzkiej egzystencji”. 1 kwietnia 2005 roku, po otrzymaniu nagrody św. Benedykta, jeszcze jako Prefekt Kongregacji Nauki Wiary mówił:
„To, czego potrzebuje XXI wiek, to mężczyźni i kobiety, którzy wpatrują się wprost w oblicze Boga, którzy są oświeceni Bożym światłem i którzy otwierają swoje serca na Niego. Tylko wtedy, gdy mężczyźni i kobiety pozwolą się dotknąć Bogu, świat się zmieni.”[57]
Kiedy Vittorio Messori pytał Jana Pawła II co pozostanie po Kościele wieku XX, papież odpowiedział – jego święci. Benedykt XVI w Raporcie o stanie wiary, na podobnie postawiony problem odpowiada:
„Apologia chrześcijaństwa mogłaby oprzeć się tylko na dwóch argumentach: Świętych, których wyłonił Kościół i Sztuce, która wyrasta z jego wnętrza. Bóg staje się nam bliższy, kiedy patrzymy na wspaniałość świętości i na sztukę płynącą z wnętrza wspólnoty wierzących.”[58]
Chrześcijanin powinien dążyć do tego, by Kościół stał się ojczyzną prawdziwego piękna, bez którego świat stanie się początkiem piekła. Druzgocące
w swej wymowie jest zdanie kard. Ratzingera o pewnym teologu, który wyznał, że czuje się barbarzyńcą. Zdanie Prefekta Kongregacji Nauki Wiary jest następujące:
„Teolog nie kochający sztuki, poezji, muzyki, natury, może być niebezpieczny. Ta bowiem ślepota i głuchota na piękno nie jest sprawą drugorzędną, lecz może wycisnąć piętno także na jego teologii.”[59]
Św. Augustyn jest ulubionym teologiem Ojca św. papieża Benedykta XVI. Biskup z Hippony, w kazaniu, które czytamy w brewiarzu w trzecim tygodniu wielkanocnym woła:
„Chcecie wyśpiewać chwałę Boga? Sami bądźcie tym, co śpiewacie. A jesteście Jego pieśnią pochwalną, gdy wasze życie jest dobre.”
Benedykt XVI, wierny uczeń św. Augustyna wyznaczył nam zadanie!
[1] Benedykt XVI – Papież pogodny. Wydawnictwo AA, Kraków 2006, s. 7.
[2] Greg Watts, Pracownik Winnicy Pańskiej. Portret papieża Benedykta XVI. Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2005, s. 19.
[3] Benedykt XVI – Papież ..., s. 23-24.
[4] Benedykt XVI – Papież ..., s. 16.
[5] Joseph Ratzinger, Moje życie. Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 1998, s. 19
[6] Joseph Ratzinger, Moje ..., s. 51-52.
[7] Benedykt XVI, U progu pontyfikatu. Wydawnictwo M, Kraków 2005, s. 9.
[8] Joseph Ratzinger, Duch liturgii. Klub Książki Katolickiej, Poznań 2002, s. 5-6.
[9] Joseph Ratzinger, Nowa pieśń dla Pana. Znak, Kraków 1999, s. 209.
[10] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 214.
[11] Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia. Encyklika do biskupów, do kapłanów i diakonów, do zakonników i zakonnic, do katolików świeckich oraz do wszystkich ludzi dobrej woli o Eucharystii w życiu Kościoła. Wydawnictwo M, Kraków 2003, ust. 8.
[12] Jan Paweł II, Ecclesia ..., ust. 19.
[13] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 214.
[14] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 215.
[15] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 129.
[16] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 46.
[17] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 183.
[18] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 47.
[19] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 134.
[20] Benedykt XVI, Deus caritas est. Encyklika Ojca świętego Benedykta XVI do biskupów, prezbiterów
i diakonów, do osób konsekrowanych i wszystkich wiernych świeckich o miłości chrześcijańskiej. Pallotinum, Poznań 2006, ustęp 31 c.
[21] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 135.
[22] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 126.
[23] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 211.
[24] Benedykt XVI, Deus ..., ust. 13.
[25] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 218.
[26] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 184.
[27] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 183-184.
[28] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 185.
[29] Por.: Joseph Ratzinger, Nowa ..., s 181-182.
[30] Por.: Joseph Ratzinger, Nowa ..., s.168-169.
[31] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 274.
[32] Joseph Ratzinger, Służyć prawdzie. Myśli na każdy dzień. Wydawnictwo Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, Wrocław 2001, s. 241.
[33] Por.: Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 131.
[34] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 131-2.
[35] Por.: Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 163.
[36] Por.: Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 156.
[37] Por.: Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 133.
[38] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 171.
[39] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 179.
[40] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 172
[41] Por.: Raport o stanie wiary. Rozmowa Vittorio Messori’ego przeprowadzona w 1984 roku z ks. kardynałem Josephem Ratzingerem – prefektem Kongregacji Nauki Wiary – obecnym papieżem Benedyktem XVI. Michalineum, Marki 2005, s. 115.
[42] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 173.
[43] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 193.
[44] Por.: Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 216.
[45] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 213
[46] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 217.
[47] Joseph Ratzinger, Służyć ..., s. 239.
[48] Por.: Benedykt XVI, Sacramentum Caritatis. Posynodalna adhortacja apostolska Ojca świętego Benedykta XVI do biskupów, kapłanów i diakonów, do zakonników i zakonnic oraz wszystkich wiernych świeckich o Eucharystii, Źródle i Szczycie życia i misji Kościoła. Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej, Warszawa 2007, s. 35.
[49] Benedykt XVI, Sacramentum ..., s. 52.
[50] Benedykt XVI, Sacramentum ..., s. 55-59.
[51] Benedykt XVI, Sacramentum ..., s. 62.
[52] Por.: Benedykt XVI, Sacramentum ..., s. 64.
[53] Joseph Ratzinger, Nowa ..., s. 200, 273.
[54] Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 122.
[55] Por.: Joseph Ratzinger, Duch ..., s. 121.
[56] Por. Joseph Ratzinger, Duch ..., s.140.
[57] Greg Watts, Pracownik ..., s. 8.